WĘDRÓWKI FARCIKA - ODBLASKOWEGO LUDZIKA - Jak to wszystko się zaczęło


Nazywam się Farcik i jestem odblaskowym ludzikiem. Urodziłem się w 2010 r. a moim ojcem jest Sławek Piotrowski - facet, o którym mówią, że jest pozytywnie zakręcony. I to najprawdziwsza prawda. Tak jak jego, tak i mnie rozpiera energia i chęć pomagania innym. Tak jak on mam dużo pomysłów. Często zbyt dużo a czasem nawet trochę szalonych. Lubię podróżować i odwiedziłem już wiele miejsc. Mam też wielu przyjaciół, ale chciałbym mieć ich więcej. I doszedłem do wniosku, że najwyższy czas, żeby opowiedzieć Wam moją historię. Może i Wy dołączycie do moich podróży…

Czy zdarzyło się Wam kiedyś jadąc po zmierzchu omijać w ostatniej chwili pojawiającego się "znikąd" pieszego czy rowerzystę? Zdaliście sobie sprawę jak w tym momencie niewiele brakowało do nieszczęścia, prawda? Co sobie wtedy pomyśleliście? Pewnie coś niecenzuralnego… Ja też tak parę razy miałem.

No i pytanie najważniejsze – czy ten pieszy czy rowerzysta zdawał sobie sprawę, że dosłownie otarł się o śmierć? Czy następnym razem wyposaży się w coś odblaskowego, żeby dać kierowcy tych kilka dodatkowych sekund i szansę na jakąkolwiek reakcję?

Znacie oczywiście to przysłowie „mądry Polak po szkodzie”, prawda? A czy Polak nie może być wreszcie mądry przed szkodą? Czy musi się przytrafić kolejne nieszczęście, żebyśmy zrozumieli jak kruche jest życie ludzkie?

Trzeba zmienić mentalność ludzi i ich sposób postrzegania „problemu” odblasków! To była pierwsza myśl, która przyszła mojemu ojcu do głowy. Tylko jak to zrobić? Panuje powszechne przekonanie, że istnieje wielki problem z odblaskami. Ale problem nie jest z ich brakiem, bo zostało ich rozdanych dziesiątki, setki tysięcy a pewnie nawet miliony. Problem jest taki, że większość z nas je ma, tylko ich nie używa.

Mój ojciec zaczął się zastanawiać, co zrobić, żeby to zmienić i żeby na naszych drogach było bezpieczniej. Jak później mi opowiadał długo to trwało, aż niespodziewanie przyszło olśnienie – a może by tak … Powoli, krok po kroku pomysł nabierał kształtów i po wielu próbach powstała …  „magiczna” tuba. Tak wiem, nazwa jest „trochę” dziwna, ale jest w tubie faktycznie trochę magii, bo oglądający w większości nie spodziewają się tego, co zobaczyli! Zresztą musicie sami to zobaczyć. Później opowiem Wam więcej. Ale okazało się, że sama tuba to za mało. I w tym momencie wreszcie pojawiam się JA.

Uzupełniłem to towarzystwo i teraz jesteśmy jak trzech muszkieterów. Stanowimy zgraną paczkę – mój ojciec, „magiczna” tuba i ja. Nasze działania kierujemy nie tylko do dzieci, ale również do młodzieży i dorosłych, bo przecież wszyscy jesteśmy uczestnikami ruchu drogowego - jako piesi, rowerzyści, kierowcy, itp. I wszystkich staramy się przekonać, że nawet ten najmniejszy odblask może nam uratować zdrowie a nawet życie!

Wiele zdążyliśmy już zrobić, ale jak ojciec mówi – jeszcze wiele przed nami.

Nie sposób opisać to wszystko, co wydarzyło się do tej pory, choć pewnie będę wracał do niektórych tematów. Ale umówmy się, że w następnym wpisie moją opowieść zacznę od „odblaskowych” autobusów.

 


Szanowni Państwo, w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.
zamknij [x]